Po krótkiej przerwie…

Po krótkiej przerwie przyszedł czas, by podzielić się z Wami pierwszymi informacjami związanymi z pracą nad książką, powstającą fundacją i wydawnictwem. Przede wszystkim potwierdzam, że praca wre i wesoło bulgoce w garnku przeróżnych pomysłów, a tym samym małymi kroczkami, ale bardzo konsekwentnie zbliża się moment podania pachnącej potrawy do stołu. Jednak, jak to bywa w przypadku skomplikowanego dania, na każdym kroku wychodzą nowe sprawy, pochłaniające sporo czasu, pomysły, które należy doszlifować oraz okoliczności, które dodają smaku i czasem spowalniają działanie. Oprócz tego jest to coś zupełnie nowego i trzeba mieć nieustanną świadomość, że jesteśmy tylko ludźmi, którzy się uczą i popełniają błędy, lecz próbują słuchać się nawzajem i wybierać najlepsze pomysły. To z kolei otwiera niesamowitą drogę nowych doświadczeń. To wszystko sprawia, że jestem naprawdę pełen optymizmu i nadziei wobec nadchodzącego przedsięwzięcia.

Przede wszystkim ogromnie ucieszyła mnie pozytywna odpowiedź i zaangażowanie wielu osób, które poprosiłem o konkretne rzeczy i zaprosiłem do współpracy. Nie będę pisał o wszystkich, ponieważ to jeszcze nie czas i miejsce, ale mogę powiedzieć, że poszczególne role znajdują swoich odpowiedzialnych, a zadania wykonawców. Szczególnie cieszy mnie wsparcie prawnicze, które jest ogromnym ułatwieniem i pomocą, zwłaszcza w pisaniu statutu, na którym oprze całą działalność nasza fundacja. Jest to absolutnie kluczowa sprawa, ponieważ ten niepozorny, kilkustronicowy dokument określa wszystko, co istotne, począwszy od tego, czym jest nowa organizacja, czyli jakie są jej cele, metody działania, zakres pracy, sposoby pozyskiwania środków i inne sprawy, szczególnie te związane z majątkiem, a kończąc na tym, jak funkcjonuje zarząd i kontrolująca go rada, czyli kto ich wybiera, co robią, jakie mają kompetencje itd. To wszystko gwarantuje pełną transparentność i przejrzystość w każdej sprawie oraz podejmowanych decyzjach. Chętnie wyprzedzę pytanie niektórych i odpowiem od razu: TAK, gdy tylko statut będzie gotowy i zostanie zatwierdzony u notariusza i KRS będzie opublikowany na blogu oraz na stronie fundacji, aby każdy miał możliwość swobodnego przeczytania i zapoznania się z jego treścią.

Oczywiście są to informacje, na które można znaleźć bardzo rzetelną wiedzę w Internecie, więc nie będę Was zamęczał dłużej sprawami opisanymi przez znacznie mądrzejszych ode mnie. Ja natomiast chciałbym opowiedzieć i skupić się na innej rzeczy, która wyszła przy okazji pracy nad naszym statutem.

Otóż założenie fundacji wiąże się obowiązkowo z oświadczeniem woli wobec notariusza i to jest równoznaczne z powołaniem nowej organizacji do istnienia. Tak jak wspomniałem we wcześniejszym wpisie, moją intencją było przekazanie praw autorskich do książki i początkowo miałem zamiar to zrobić właśnie w akcie notarialnym. Byłoby to czyste i klarowne. Rzecz jednak zmieniła się nieco po rozmowie z Wojciechem D., który zgodził się być naszym prawnikiem i dołączyć do rady fundacji. On właśnie zwrócił mi uwagę na dwie problematyczne kwestie, związane z takim rozwiązaniem sprawy. Po pierwsze przekazanie praw autorskich w akcie notarialnym jest nieodwołalne, trwałe i nie można go cofnąć, a zatem taka decyzja dałaby skutek, że już nigdy nie odzyskałbym praw do mojej książki. Słuszna uwaga – myślałem. – Tym bardziej, że pochodzi od prawnika, którego zadaniem jest wskazywać wszelkie konsekwencje działań i podejmowanych decyzji. Dla mnie jednak od samego początku ta kwestia była zrozumiała i przemyślana, więc argument o utracie praw autorskich nie wydawał się wielkim problemem. Jednak druga kwestia okazała się bardziej złożona, chociaż do bólu prozaiczna. Chodzi w niej o to, że przekazując u notariusza prawa autorskie trzeba je jakoś wycenić, choćby z tego powodu, że w zależności od kapitału początkowego notariusz ustala i pobiera swoje honorarium. A zatem z jednej strony rozsądnie byłoby wycenić prawa autorskie jak najskromniej, żeby nie „przepłacać”, a z drugiej pojawia się ryzyko, żeby coś, co jest dla mnie istotne, nie miało znamion kabaretu i słabej komedii. Dlatego po konsultacjach zmieniliśmy nieco koncepcję i w akcie powołującym fundację będzie wymieniona wyłącznie kwota, stanowiąca tzw. fundusz założycielski, pozwalająca równocześnie zarządowi rozpocząć działalność gospodarczą (wydawnictwo). Natomiast w osobnym dokumencie zostanie przekazana bezterminowa licencja na wyłączność do wydania książki. W ten sposób zostanie osiągnięty ten sam efekt, jednak bez zbędnych kombinacji i wicia się niczym piskorz, pośród prawniczych paragrafów. Taki szczególik, ale istotny i ustawiający wszystko we właściwym porządku.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem, ale zasadniczo wokół tych spraw wszystko teraz się kręci i ten etap można by nazwać próbami przed spektaklem, bo wiadomo… odbywamy miesiące ćwiczeń, by potem dwie godziny być na scenie. Ale właśnie na tym to polega i mam nadzieję, że będzie warto.

Chętnie zdradziłbym już nazwę fundacji i pokazał nasze logo, ale mamy tu jeszcze kilka punktów spornych, więc o całym procesie i ścieraniu się koncepcji opowiem przy innej okazji. Z bardzo ważnych rzeczy, mam jeszcze informację z ostatniej chwili – mamy ilustratora, a konkretnie ilustratorkę i już teraz mogę zapewnić, patrząc na koncepty i szkice, że każdy rozdział będzie nie tylko cieszył oko malowniczym motywem, ale tak naprawdę będzie to osobne dzieło sztuki… ale o tym także dopiero w kolejnych wpisach.

Zapraszam za tydzień!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.