Rozdział VIII – Orlux

Najgorsza okazała się noc, kiedy po raz pierwszy trzeba było się zmierzyć z nową rzeczywistością, na każdym kroku dającą boleśnie odczuć swój gorzki smak. Gdy tylko udało się rozpalić ogień, wędrowcy poczuli, jak gęsty dym z wilgotnego drewna piecze ich w oczy i drażni gardło. Z każdej strony dochodziły niepokojące dźwięki szumiących liści, łamanych w oddali gałęzi, pohukiwań i świergotu ptaków, więc uszy przyzwyczajone do domowego spokoju co chwila zwracały się w inną strony, by wypatrywać zagrożeń czających się w leśnej gęstwinie. Mimo ogromnego zmęczenia nawet dzieci nie mogły zasnąć, bo przenikliwe zimno i emocje kończącego się dnia wciąż nie dawały o sobie zapomnieć.

Michel i Nadia mieli spać w prowizorycznym szałasie, który zrobili dorośli, korzystając z nory dawno pozostawionej przez jakieś zwierzę i gałęzi znalezionych w pobliżu. Po jakimś czasie do dzieci dołączyła także Tania, natomiast Miron i Rafael leżeli na ziemi, oparci o siebie plecami i szczelnie otuleni kożuchami, by chronić się przed dotkliwym zimnem.

Gdy wstał nowy dzień, Miron odetchnął z ulgą, ponieważ oprócz źle przespanej nocy nic złego się nie wydarzyło. Teraz na nowo należało rozpalić ogień i przygotować coś do jedzenia. Tania przeliczyła zapasy i stwierdziła na głos, że przy skromnych racjach, jedzenia wystarczy im jedynie na tydzień, ale jeszcze gorzej wyglądała sytuacja z wodą, której zapas bardzo szybko się kurczył. Rafael, gdy tylko gospodyni przelała pozostałą zawartość menażek do garnka, udał się na poszukiwanie jakiegoś strumyka i po niecałej godzinie wrócił zadowolony, niosąc napełnione naczynia. W międzyczasie Miron z dziećmi nazbierali drewna na opał i teraz siedzieli wokół tlącego się stosu, przecierając oczy podrażnione dymem.

– Możecie mi w końcu wytłumaczyć, co tam się stało? – zaczął Miron, wracając do wydarzeń w Mupoksie.

– To była magia, prawda? – zapytała Nadia. – Wymówiłeś zaklęcie i wyczarowałeś tamtą chmurę?

– I tak, i nie… – stwierdził Rafael, opierając się wygodniej o pień brzozy i odrzucając sporą gałąź spod pleców. – Odpowiedź na to pytanie jest złożona i nie da się jej zamknąć w jednym zdaniu, ale spróbuję wam to wyjaśnić najlepiej jak umiem. Zresztą jestem wam to winien i… chyba już nie ma sensu chować się za zasłoną tajemnic – nauczyciel spojrzał wymownie na Tanię, która lekko kiwnęła głową.

– Przede wszystkim zacznijmy od tego, że na świecie nie ma żadnej magii, zaklęć ani czarów – rzekł wędrowiec, ale widząc zawiedzione miny dzieci, zaraz dopowiedział z uśmiechem: – To znaczy nie istnieją w taki sposób, w jaki opowiadają o tym baśnie czy legendy, w których czarodziejem jest osoba dysponująca jakąś szczególną mocą, pozwalającą panować nad siłami natury, żywymi stworzeniami czy przedmiotami. W bajkach ktoś taki posługuje się magicznym przedmiotem – na przykład różdżką – albo wykonuje czarodziejskie gesty i mówi przy tym zaklęcia. Taki mniej więcej mamy obraz magii, zgadza się? – dzieci pokiwały głowami.

– Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna, bo człowiek nie ma żadnych specjalnych mocy, czyniących go przez nie wyjątkowym, uprzywilejowanym, ponieważ prawdziwa moc i wielkość tkwi w czymś zupełnie innym… – Michel siedział niespokojnie, ledwo się powstrzymując od zadania pytania, bo przecież widział i słyszał, jak Rafael coś powiedział i z tego przedmiotu, który trzymał w ręce, wydostała się chmura. Jeśli to nie były czary, to co mogłoby nimi być?

– Teraz, by to wyjaśnić, musimy na chwilę cofnąć się do wydarzeń sprzed prawie tysiąca lat. Mamy na ten temat niewiele informacji, ale wiemy na pewno, że po dziesięcioleciach niekończących się wojen nastał upragniony czas pokoju i ludzie wyniszczeni ciągłymi walkami, zaczęli odbudowywać swój świat na wojennych zgliszczach i na nowo gromadzić utracone bogactwa. W bardzo krótkim czasie powstało wiele nowych miast i osad, a także rozpoczął się okres rozwoju myśli inżynieryjnej, naukowej i przemysłowej, napędzając rozbudowę manufaktur, szlaków handlowych i transportu. Duża część dróg i warowni, które do tej pory można spotkać w Cesarstwie, pochodzi z tamtego okresu. Kiedyś opowiem wam o tym coś więcej, póki co warto zapamiętać, że ten czas został nazwany przez kronikarzy Tempaurum.

Były to także lata rozwoju górnictwa i hutnictwa, ponieważ wciąż bogacące się społeczeństwo tworzyło popyt na następne, coraz lepsze towary, więc rozpoczęto eksploatację wielu nowych złóż, które ich właścicielom zaczęły przynosić ogromne dochody. 

To sprawiło, że Góry Północne, do tej pory niedostępne dla człowieka, także stały się celem poszukiwaczy skarbów oraz górników, tropiących nowych miejsc na kopalnie. Pewnego razu jedna z takich zorganizowanych grup trafiła na ukryte wejście do podziemi, które zaprowadziło odkrywców do starego zakładu górniczego. Gdy zaczęli badać to miejsce, zorientowali się, że znajdowały się tam ogromne złoża rudy złota… Okazało się jednak, że to nie złoto było najcenniejszym odkryciem.

Dzieci zrobiły wielkie oczy i zupełnie zapomniały o otaczającym je świecie, zasłuchane w opowieść Rafaela.

– W miarę rozbudowy nowej kopalni natrafiono na miejsce, które mieniło się jakimś nienaturalnym blaskiem. Żaden kilof nie był w stanie rozłupać skały w tym punkcie, choć próbowano to zrobić na wszelkie możliwe sposoby. Po wielu nieudanych próbach zdecydowano się nawet zwrócić z prośbą o pomoc do Ferrianów, którzy oczywiście nie odmówili, ale najpierw kazali zamówić u siebie specjalne kilofy ze wzbogacanej stali  – kosztowały one małą fortunę – i dopiero z nowymi narzędziami przybyli do kopalni. Olbrzymi przez wiele dni próbowali rozbić skałę, ale poza kilkoma rysami nie zostawili na niej żadnego śladu i jedyne, co udało im się zrobić, to zniszczenie drogocennych narzędzi. Sytuacja nie wyglądała dobrze i wszystko wskazywało na to, że trzeba będzie się poddać. Jednak, jak to w życiu bywa, rozwiązanie znalazło się przez przypadek.

Gdy jeden z górników niósł wodę do oczyszczania rudy złota, nagle się potknął i całe wiadro wylało się na niezniszczalną ścianę. Zauważył, że miejsce, które teraz było wilgotne, zaczęło się jeszcze intensywniej mienić i połyskiwać. Kopacz odruchowo wziął kilof i uderzył w nie, ale nic się nie stało. Następnie wziął pochodnię i zbliżył się, by zobaczyć, czy go oczy nie zawodzą. Wtedy skała zaczęła błyszczeć jeszcze bardziej. Trzymając pochodnię w lewym ręku, dla pewności jeszcze raz uderzył kilofem w ścianę. Legenda mówi, że znieruchomiał jak posąg, o mało nie mdlejąc z wrażenia, gdy zobaczył, że od ściany odpadł kawałek lśniącej rudy. Mężczyzna zaczął krzyczeć wniebogłosy, aż zbiegli się wszyscy pozostali górnicy. Pokazał im swoje odkrycie, wzbudzając tym samym powszechny podziw i uznanie. Okazało się, że do skruszenia skały potrzebna była woda i światło, a także kilof w odpowiednich rękach. To było przełomowe odkrycie. W taki sposób znaleziono nowy i niespotykany do tej pory rodzaj rudy, którą nazwano orlux. Tania znasz tę nazwę, prawda?

– Słyszałam o niej.

– Wykorzystanie orluxu nie było wcale łatwiejsze niż jego wydobycie. Oszczędzę wam jednak technicznych szczegółów. Ważne jest to, że udało się stworzyć nowy typ metalu orenex, który nawet bez większej obróbki był pod każdym względem lepszy od najdoskonalszej stali. Oprócz tego z orluxu udało się pozyskiwać niezwykle cenny kamień szlachetny – nazwano go voxen.

– Zawsze myślałam, że to tylko takie bajki dla małych dzieci – powiedziała pod nosem Tania, która nie mogła uwierzyć, że opowieść Rafaela jest prawdziwą historią.

– Coś w tym jest, ponieważ po tym, co się wydarzyło, chciano, by te rzeczy zostały na zawsze zapomniane – stwierdził jej przyjaciel, kontynuując opowiadanie. – Odkrycie orluxu otworzyło zupełnie nowy rozdział historii. Zaczęły powstawać orenexowe zbroje, miecze i tarcze, a także najpiękniejsza biżuteria, którą zdobiły kamienie voxenu. Eksperymentowano z nową rudą na wszelkie istniejące sposoby, starając się odkrywać nowe możliwości i rozwiązania. Kupcy zabijali się, żeby zdobyć choć niewielki kamień voxenu, a władcy płacili niebotyczne sumy za każdy oręż z niezniszczalnego metalu, jak mówiono o orenexie.

Gdy minął jakiś czas od odkrycia tajemniczej rudy, zauważono, że ludzie pracujący przy jej wydobyciu oraz przeróbce, zaczynają słyszeć dziwne głosy. Najpierw myślano, że było to spowodowane ciężką pracą, niełatwymi warunkami panującymi głęboko pod ziemią, czy też wysokimi temperaturami pieców hutniczych. Nikt nie potrafił wytłumaczyć niezwykłego zjawiska, dlatego wezwano Desertian, mędrców z dalekich pustyń południa, znanych ze swoich zdolności rozwiązywania zagadek i wyjaśniania tajemnic. Gdy przybyli na miejsce, najpierw przez wiele miesięcy towarzyszyli górnikom w wydobyciu, hutnikom przy przetopie rudy i kowalom przy ich pracy, a potem zniknęli na wiele tygodni, by jak to ujęli: „zastanowić się”. Gdy wrócili, stwierdzili krótko, że orlux „śpiewa”.

– Jak to „śpiewa”? – zaśmiał się Miron. – Nie obraź się Rafael, ale w życiu nie słyszałem większej bredni.

– Nie mam zamiaru się obrażać, ale tak było w istocie – odpowiedział bez cienia uśmiechu nauczyciel. – Nawet Desertianom, którzy dysponowali ogromną wiedzą, też trudno było to wytłumaczyć. Ale ich odkrycie stało się podstawą nauki o orluxie. Może innymi słowy… Spróbujcie wyobrazić sobie, że każdy przedmiot na świecie się porusza.

– No, to chyba normalne, że nie stoimy w miejscu – stwierdził gospodarz.

– Zgadza się, ale gdy myślisz o ruchu, masz na myśli ludzi i zwierzęta, ewentualnie rośliny, które rosną – powiedział wędrowiec i wskazał na niewielki głaz, obrośnięty mchem. – Ale wyobraź sobie, że ten kamień też się porusza.

– No chyba, jak go kopnę – zaśmiał się Michel, chcąc włączyć się do rozmowy.

– Ale przecież on stoi w miejscu – stwierdziła siostra chłopca, przyglądając się głazowi bardzo intensywnie.

– Była już wcześniej taka teoria, ale nikt jej nie dawał wiary. My tego nie widzimy, ale każdy przedmiot jest zbudowany z maleńkich cząstek, które poruszają się i wpływają na siebie. W przypadku przedmiotów, ten ruch jest niewidoczny, ale w jakiś sposób istnieje – Rafael zauważył, że Michel po raz pierwszy patrzy na niego z niedowierzaniem. – W każdym razie zauważono, że w przypadku orluxu dzieje się coś do tej pory niespotykanego. Materiał, który jest stały i nie przykłada się do niego żadnej siły, wydaje dźwięki. Nie ma potrzeby w tej w chwili wyjaśniać nic więcej, ponieważ to dość skomplikowane. Nas interesuje to, iż odkryto, że w specjalnym procesie przetwórczym można tę właściwość odwrócić, to znaczy sprawić, że nie orlux „śpiewa”, ale reaguje na „śpiew”.

– Ja dalej nic z tego nie rozumiem – zasępił się Miron.

– Chodzi o to, że metal, czyli orenex i kamień, czyli voxen, zaczęły reagować na dźwięk – powiedziała Tania.

– Dokładnie tak – potwierdził Rafael, a dzieci spojrzały na matkę maślanymi oczyma. – Można było tak pokierować produkcją metalu, by ten reagował na dźwięk. Identyczna sytuacja była z kamieniami. To z kolei otworzyło nowe możliwości i każdy, kto miał dostęp do orluxu, zaczął eksperymentować na własną rękę. Z bardzo różnym rezultatem.

– Tylko dlaczego nikt nigdy o tym nie słyszał? – zapytał Miron.

– Okazało się, że przedmiotów reagujących na dźwięk nie da się udostępnić na szerszą skalę, ponieważ odpowiadają tylko na głos tego, który je wytworzył. Dlatego niektórzy arystokraci, gotowi zapłacić fortunę na przykład za bramę otwieraną dźwiękiem, na myśl o spędzeniu wielu tygodniu w hucie i potem w kuźni, rezygnowali ze swoich fantazji. Oprócz niektórych magnatów, mających naprawdę idiotyczne pomysły i przeróżne fanaberie, znaleźli się też i tacy władcy, który zapragnęli wykorzystać nowoodkryte właściwości orluxu do swoich celów. Zaczęli gromadzić wokół siebie rzemieślników, by ci pracowali nad nowym rodzajem broni. Był to czas, gdy wszystkie rasy żyły ze sobą w zgodzie, dlatego razem z ludźmi pracowali wtedy Ferrianie, Profondianie oraz Desertianie. Ich praca przyniosła pomysłowe i niezwykle rezultaty, jak samowystrzeliwujące działa, głosowo uruchamiane ampułki z trucizną i wiele innych.

Nikt jednak nie wiedział, że z dala od zgiełku świata zebrała się grupa najwybitniejszych umysłów, która także pracowała nad wykorzystaniem orluxu. Wybudowali niezwykle nowoczesną hutę, kuźnię i laboratorium alchemiczne, a wynik ich pracy przeszedł najśmielsze oczekiwania. Z orenexu udało im się stworzyć przedmiot, kształtem przypominający różdżkę, w którym można było umieścić trzy ładunki o niezwykłych właściwościach.

– Czar bitewny, czar obronny i czar wsparcia – powiedziała cicho Tania, jakby sobie o czymś przypomniała. – Więc te wszystkie legendy rzeczywiście mówiły prawdę?

– Faktycznie, tak je potocznie nazywano – potwierdził wędrowiec. – Ale nie były to żadne czary, tylko produkty wiedzy, doświadczenia i ciężkiej pracy wielu zaangażowanych osób. Całe lata zajęło opracowanie technologii, zdolnej wtłoczyć w tak małe elementy potężną moc. Ładunki do broni, nazywane odtąd gestamenami, przypominały wielkością kciuk dorosłego mężczyzny i były umieszczane wewnątrz różdżki, która przygotowana w ten sposób mogła atakować, mieć zdolności defensywne albo wspomagające. Ładunki były jednorazowe, ale w ich miejsce można było umieścić kolejne.

Michel przyglądał się swoim dłoniom, przypominając sobie jak wiele dni zajęło mu stworzenie drewnianej rurki do jednej z zabawek i ile materiału musiał wtedy zniszczyć. Chłopiec nie mógł wyobrazić sobie, jak można było robić podobne rzeczy z metalem i jeszcze umieszczać w środku coś, co działało.

– Już wtedy zdawano sobie sprawę z możliwych zagrożeń – kontynuował Rafael. – Postanowiono zatem, że dla bezpieczeństwa jedna osoba będzie twórcą różdżki, a druga ładunków do niej. W ten sposób do rzucania jednego gestamenu potrzeba było głosu przynajmniej dwóch osób. Podania mówią, że tworzone wtedy ładunki były tak potężne, że mogły zniszczyć nawet całą górę – Rafael wzdrygnął się, jakby zrobiło mu się zimno. – Phisikowie, jak nazwano naukowców, mieli szlachetne zamiary i żywili nadzieję, że ich odkrycie zapewni pokój światu na długie lata. Niestety przez to, że możliwości broni były ogromne i kuszące, niektórzy z ich uczniów rozpoczęli pracę na własną rękę, tak by nie mieć nad sobą żadnej kontroli… – Rafael zatrzymał się na chwilę, dodając: – Natura ludzka tak łatwo ulega pokusie władzy…

– Tu dochodzimy do tej części historii, o której praktycznie nie mamy żadnych informacji i która do tej pory pozostaje tajemnicą. Wiemy tylko, że doszło do walki – okrutnej, bezwzględnej i destrukcyjnej. Nie mamy pojęcia, gdzie rozegrała się bitwa – prawdopodobnie gdzieś w Górach Terrańskich, lecz podania mówią, że wstrząsy i błyski nienaturalnego światła było widać od wodnego miasta na zachodzie, przez Wielką Pustynię aż do Melexii, która w tym czasie jeszcze nie była stolicą Cesarstwa. Wiemy, że zbuntowani uczniowie, starający się stworzyć broń poza jakąkolwiek kontrolą przegrali, ale przy okazji wszystko zostało zniszczone – powiedział Rafael ze smutkiem. – Aby nie dopuścić w przyszłości do podobnych wydarzeń, Phisikowie zdecydowali, że schematy budowy różdżek oraz poszczególnych gestamenów zostaną podzielone, ukryte w różnych częściach świata i odpowiednio zabezpieczone. Tak właśnie się stało i wszelki ślad po nich zaginął.

Przez wieki wiedzę o tych wydarzeniach przykrył kurz zapomnienia, ale nie brakowało tych, którzy starali się odszukać skryte schematy, zawsze jednak bez skutku. Dopiero sto lat temu, w czasie wojny zakończonej zjednoczeniem Cesarstwa, odnaleziono strzępki informacji o starożytnej broni, a potem plany do ich budowy. Co prawda nie były to schematy Phisików, lecz jedynie notatki jednego ze zbuntowanych uczniów, w dodatku niekompletne. Dały one jednak wystarczająco dużo wskazówek, by po prawie dziesięciu wiekach zapomnienia, stworzyć pierwszą różdżkę, ale niestety z możliwością umieszczenia tylko jednego gestamenu. To jednak wystarczyło, by cesarz otrzymał potężnego sojusznika w postaci nowej broni i wygrał wojnę.

Rafael zrobił przerwę, układając w głowie kolejne zdania.

– Od tamtego czasu każdy następca tronu przechodzi specjalne szkolenie, by stworzyć nową różdżkę dla siebie. Zapasy orluxu są strzeżone i objęte najściślejszą tajemnicą, dlatego nikt prócz cesarza i jego najbliższych nie ma do nich dostępu. Dodatkowo dla obrony każdego kolejnego władcy wybiera się w każdym pokoleniu trzy osoby, nazywane Protektorami. Są one rówieśnikami następcy tronu, którzy otrzymują przywilej stworzenia i posiadania różdżki z gestamenami jednego rodzaju: ofensywnym, defensywnym lub wsparcia. 

Gdy Rafael skończył swoją opowieść, w głowach słuchaczy było więcej pytań niż odpowiedzi.

 – Czy ty… ? – Miron starał się ubrać myśli w słowa, ale było to dla niego bardzo trudne.

– Tak – Rafael wiedział, o co chce go spytać przyjaciel. – Należałem do cesarskiego dworu i byłem jednym z trzech Protektorów, którzy mieli prawo posiadać różdżkę i używać gestamenów wsparcia.

Zapadła cisza, w której każdy jak mógł starał się zrobić porządek we własnych myślach. Tania już wcześniej podejrzewała, że Rafael musiał być jakoś związany ze stolicą, w przeciwnym razie nie miałby szans na zdobycie tak gruntownej wiedzy i wykształcenia. Miron natomiast zastanawiał się, co musiało się stać, że człowiek, który był przy samym cesarzu, nagle stał się wyrzutkiem i teraz siedzi tu z nimi w lesie, na wilgotnej ziemi i przy dymiącym ognisku.

Dla dzieci historia o orluxie, gestamenach i Phisikach była niesamowita i za nic nie chciały, żeby Rafael przestał opowiadać. Pragnęły dowiedzieć się jeszcze tylu rzeczy i wypytać o Protektorów, cesarza i życie w Melexii.

– Moja historia to opowieść na inną okazję – rzekł Rafael, gdy dzieci obrzuciły go gradem pytań. – Teraz ważne jest tylko to, że po latach służby na dworze znałem doskonale Cesarstwo i uświadomiłem sobie, że nie jest tym, czym powinno być. Zjednoczeniu poszczególnych prowincji towarzyszyło pragnienie, by wszyscy obywatele mogli żyć w jednym państwie, które miało zapewnić im pokój i bezpieczeństwo. W ten sposób każdemu byłoby dane cieszyć się równymi prawami i szansą na dobre życie pod opieką władcy, troszczącego się o nich. Jednak kolejni upojeni panowaniem cesarze przestawali myśleć o państwie, a jednocześnie coraz bardziej wierząc w swoje boskie pochodzenie, starali się wzmacniać kult wokół własnej osoby, zamiast skupić się na budowaniu dobrobytu. Wiele się złożyło na taki stan rzeczy, ale jedno okazało się pewne: umiejętnie podana pokusa władzy jest w stanie zniszczyć nawet najlepsze serce. W ten sposób rozpoczęto budowę świątyń ku czci władcy – kult stał się w nich fundamentem prawa, a kapłani pełnili funkcję kogoś w rodzaju urzędników.

Jedynowładztwo nie byłoby może aż tak złym rozwiązaniem, gdyby wokół cesarza nie zgromadziły się osoby, które szukając własnych korzyści, podpowiadały władcy coraz gorsze i straszliwsze pomysły. Wiele prawych osób nie mogło znieść takich zmian w państwie, ale ich działania były nieskuteczne. W końcu zawiązała się grupa stawiająca sobie za cel nie tyle obalić władcę, ile zdyskredytować jego najbliższych współpracowników, przez których nie był w stanie przejrzeć na oczy. Spiskowcy nie byli zbyt liczni, ale mieli spore możliwości, ponieważ znalazło się wśród nich wiele utalentowanych osób. Niestety nasz plan się nie udał i musieliśmy uciekać. To było dokładnie dwadzieścia lat temu. Od  tamtej pory moje życie to nieustanna tułaczka i poniewierka, bo nigdy nie mogłem zatrzymać się w jednym miejscu na dłużej niż kilka tygodni…

Rafael przerwał wypowiedź, ściągając palcami brwi i zasłaniając dłonią oczy, które zeszkliły się, błyszcząc ametystowo.

– Gdy was poznałem, obudziła się we mnie nadzieja, że mogę znowu, chociaż przez chwilę, normalnie żyć. I potem doszło do wydarzeń, które doprowadziły nas tutaj…

– To dlatego unikałeś świątyni… – stwierdził Miron.

– Tak. Widziałem wiele zbrodni i okrucieństw, jakich dopuszczał się cesarz i jego poplecznicy. Dlatego nie mogłem stanąć przed jego pomnikiem, nie wspominając już o składaniu ofiary.

– Nie mogłeś nam tego powiedzieć wcześniej? – zapytała Tania.

– Każdy ma swoje tajemnice – stwierdził Rafael, odzyskując panowanie nad sobą. – Poza tym uznałem, że tak będzie lepiej. Brak świadomości jest czasem najlepszą obroną. Poza tym nigdy nie byłem rozpoznany. Czasem mój wygląd wzbudzał czyjeś zainteresowanie, ale nic więcej…

– Gdyby ten dowódca wiedział kim naprawdę jesteś… – zastanowił się Miron, a na jego twarzy malował się coraz większy niepokój.

– To wszystko potoczyłoby się inaczej… – w głosie Rafaela pobrzmiewał stalowy upór. – Żołnierze byli nastawieni, by schwytać i ukarać człowieka, który nie chodził do świątyni, a nie by stanąć do walki z byłym Protektorem. Na szczęście udało się wykorzystać element zaskoczenia i wyszliśmy z tego bez żadnych obrażeń.

– Rozumiem, że masz teraz jakiś plan? – zapytała Tania.

– Wiecie już kim jestem. Teraz musimy jak najszybciej opuścić te strony, ponieważ informacja o wydarzeniach w Mupoksie prędzej czy później dojdzie do stolicy. Lepiej, żebyśmy wtedy byli jak najdalej. Potem będzie wiele miejsc, do których będę mógł was zaprowadzić, gdzie będziecie mogli zamieszkać i znowu wieść spokojne życie. Zdaję sobie sprawę, że nic nie zastąpi waszego rodzinnego domu w Mupoksie, ale może uda się odnaleźć jakiś zakątek, gdzie po jakimś czasie poczujecie się jak u siebie.

– My? – zapytał zdziwiony Miron. – A co z tobą?

– Zostawisz nas? – Nadia spojrzała ze strachem na swojego nauczyciela.

– Gdy już dotrzemy na miejsce, będę musiał wyruszyć dalej  – stwierdził Rafael. – To za duże ryzyko, ponieważ prędzej czy później powtórzyłaby się ta sama historia.

– Ale gdzie pójdziesz? – zapytał Michel.

– Gdy bunt w pałacu został stłumiony, musieliśmy uciekać ze stolicy i każdy udał się w inną stronę, żeby trudniej było nas wytropić. Potem dowiedziałem się, że niektórym udało się spotkać i założyć własny obóz – Rafaelowi znowu zaświeciły się oczy. – Nigdy tam nie byłem, ale przed przybyciem do Mupoksu odkryłem pewną wskazówkę, która – jak mam nadzieję – pomoże mi go odnaleźć. Myślę, że po latach przyszedł najwyższy czas, by dołączyć do pozostałych…

– I co zrobicie? – Miron nie potrafił ukryć zdziwienia. – Znowu wystąpicie przeciwko cesarzowi?

– Kto wie…  – zamyślony nauczyciel nie spojrzał na przyjaciela. – Na razie wciąż nie mam pewności, czy to miejsce w ogóle istnieje, ale mam zamiar się tego dowiedzieć.

– To idziemy z tobą! – krzyknęli razem Michel i Nadia.

– To przeze mnie wasze życie legło w gruzach – powiedział Rafael do rodziców, ale przyglądając się dzieciom. – Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczycie. Teraz chcę zrobić wszystko, by dać wam możliwość zacząć je na nowo.

Chociaż dla Mirona wszystko, co wydarzyło się od ostatniego dnia, było nierzeczywiste, to jednak poczuł wdzięczność, że jego przyjaciel opowiedział wreszcie coś o sobie; choć jednocześnie gospodarz poczuł ukłucie żalu, że Rafael zdradził kim jest dopiero w tak dramatycznych okolicznościach.

– W każdym razie wiele spraw się wyjaśniło – rzekł Miron, nie mając siły, by drążyć temat buntów, Cesarstwa i nie wiadomo czego jeszcze. – Może na dzisiaj wystarczy już rozmów na poważne tematy. Myślę, że zostaniemy tu na kolejną noc, a rano ruszymy dalej. Warto o czymś pomyśleć, żebyśmy znowu nie spali pod gołym niebem.

Były gospodarz wstał jako pierwszy, a za nimi ruszyli pozostali, każdy do swoich zajęć. Tania przygotowywała obiad, który miał być też kolacją, dzieci pobiegły nazbierać nowy zapas drewna na ognisko, natomiast mężczyźni zrobili prowizoryczne zadaszenie, mające ich chronić przed deszczem i przynajmniej częściowo przed chłodem. Po jedzeniu Rafael stwierdził, że chce rozejrzeć się po okolicy, tym bardziej, że domyślał się, iż rodzina potrzebuje czasu na rozmowę i podjęcie decyzji, co dalej. Gdy wrócił do obozu, wszyscy już spali, więc nauczyciel wcisnął się do szałasu obok Mirona, który głośno chrapał, a po jakimś czasie sam zasnął.

Gdy rano wstali, Rafael domyślał się, że wczorajsza rozmowa Mirona i Tani była długa i niełatwa, bo oboje mieli podkrążone oczy i bardzo poważne miny.

– Wczoraj zdecydowaliśmy, gdzie chcemy się udać i mamy nadzieję, że nie będzie to dla ciebie problemem – powiedział Miron, starając się, by jego głos brzmiał pewnie. – Jeśli się zgodzisz, chcemy iść z tobą do obozu buntowników…

Rafael prędzej spodziewałby się prośby, żeby odprowadzić rodzinę do Melexii, ale kiwnął głową i z niepokojem spojrzał na dzieci, które przykleiły się w uścisku do jego kolan.

 

Następny rozdział…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.