Stare sprawy, nowe perspektywy

Jak tu zacząć?

Nowy rok to za każdym razem symboliczny początek: otwarcie na kolejne sprawy, możliwość realizowania podjętych zamiarów i wdrażanie nowych pomysłów, kolejna szansa, by nie zmarnować danego nam czasu oraz szans, które są często na wyciągnięcie ręki… Nieee! Ależ to okropne – rasowy grafoman w akcji! Dobra, przyznaję – tym wstępem pełnym banałów próbuję ukryć, że w ostatnich miesiącach zaniedbałem stronę Storytellera, nie publikując nic na blogu, a na Facebooku tylko sporadycznie. Jednak niech moim usprawiedliwieniem będzie fakt, iż ten czas został naprawdę bardzo aktywnie i owocnie wykorzystany. Myślę, że osoby śledzące losy mojej książki mogą to potwierdzić, tym bardziej, że nie zwalniamy tempa, a ten rok zapowiada się co najmniej tak samo ciekawie i aktywnie, jak poprzedni. Żywię jednak nadzieję, że na tę stronę trafiają także nowi Czytelnicy, dlatego dla nich, jeszcze zanim przejdziemy do rzeczy nowych, pozwolę sobie pozostać jeszcze przez moment w przeszłości, by zobaczyć ile tam, w tej „skrzyni pamięci”, pozostało różnych skarbów i kosztowności. To też okazja, by chociaż pobieżnie przypomnieć ostatnie wydarzenia, jak również podziękować za ogromną ilość pracy, poświęcenia, niekończące się rozmowy, konsultacje, wymiany myśli, a także kawał serca włożony w całe przedsięwzięcie przez tak wiele osób …


Spojrzenie w przeszłość

Dokładnie rok temu, choć wydaje się, jakby to było wczoraj, zaczął krystalizować się pomysł, by napisana przeze mnie historia pojawiła się jednak w książkowej, tradycyjnej formie. Wtedy to właśnie rozpoczęła się wielka wydawnicza przygoda! Zaczynając od zgody Kamila i jego rodziców, by zostać pierwszym Ambasadorem fundacji,  przez napisanie statutu nowej organizacji, pomysł na nazwę i logo Fundacji CorAdCor, wspaniały epizod z tworzeniem ilustracji, wnikliwą korektę oraz redakcję książki, wymyślenie tytułu i okładki, a kończąc na dziesiątkach napisanych maili,  kilkunastu materiałach prasowych, jak też całym mnóstwie innych rzeczy, których teraz nie sposób zliczyć ani wymienić.

Z perspektywy czasu, z lekkim niedowierzaniem wracam myślami do szalonego pomysłu, jakim była zbiórka crowdfundingowa. Mimo niekorzystnego czasu, bo przecież trwały wtedy wakacje, okazała się ona nie tylko udana, ale stała się potwierdzeniem, jak wiele dobra skrywa się w nas i wokół nas. Dziękuję raz jeszcze wszystkim, którzy zdecydowali się wesprzeć to dzieło, a jestem naprawdę przekonany, że to pierwszy kamyczek wywołujący prawdziwą lawinę dobra.


Domykając wątki…

Oczywiście nie sposób pominąć najbardziej zaskakującego wydarzenia, czyli wyjazdu do Warszawy i udziału w programie „Pytanie na śniadanie”. Zachęcam do kliknięcia w dostępne linki, by zapoznać się z materiałem z telewizji albo po prostu wrócić na chwilę do tamtych chwil. Szczególnie dziękuję Jakubowi, który wybrał się z nami i przygotował naprawdę znakomitą relację w formie vloga. Myślę też, że to dobry moment, by wyraźnie powiedzieć: zaproszenie do udziału w rozmowie wyszło od wydawcy programu, a nie z naszej inicjatywy. Wspominam o tym tylko dlatego, że namnożyło się wiele różnych opinii, z których najbardziej rozbawiła mnie jedna: „Taa, siedzi w Rzymie, to se załatwił wywiad w telewizji”. Jak to mówią – niektórych ludzi cechuje po prostu absolutnie bezinteresowna zawiść. Prawda jest taka, że nikt z nas nawet nie pomyślał, żeby próbować przebić się do takiego medium jak TVP, więc informacja z redakcji nie tylko nas niesamowicie ucieszyła, ale przede wszystkim mocno zaskoczyła. Moim zdaniem do tego zaproszenia doszło dzięki internetowym zasięgom patrona medialnego „Buntu”, czyli portalu DEON.pl. To właśnie tam kilka dni wcześniej pojawił się artykuł o zbiórce, książce, fundacji i Kamilu. Niestety, o czym również warto wspomnieć, szczęście w nieszczęściu DEON, chcąc prawdopodobnie przykuć uwagę czytelników, zamieścił w tytule tekstu informację, że „ksiądz napisał książkę, żeby ratować życie chłopca”. Osobom, które znają historię od początku, nie muszę wyjaśniać chronologii, ale nowym Czytelnikom przypomnę  – kolejność zdarzeń była zgoła odwrotna. Najpierw powstał tekst książki, a dostęp do niej miała jedynie wąska grupka moich najbliższych przyjaciół. Jakiś czas później zacząłem umieszczać kolejne rozdziały na moim blogu, a gdy dało się słyszeć głosy, że warto byłoby wydać tekst w formie książkowej i pojawiła się taka możliwość, wtedy dopiero zaczęła kiełkować myśl, by wydawcą książki została fundacja, która pozyskane w ten sposób środki przekaże Kamilowi. Warto to przypomnieć nie tylko z kronikarskiego obowiązku, ale też aby jednoznacznie zamknąć tę kwestię.

Wracając jednak do głównego wątku… Przed zakończeniem zbiórki rozpoczęły się już intensywne prace nad złożeniem, drukiem i wydaniem książki, za co ogromne podziękowania oraz słowa uznania należą się Drukarni Edytor-Studio z Dzierżoniowa. To dzięki ich pracy pierwsze książki dotarły do nas na początku października, ja zaś mogłem podpisać obiecane „zrzutkowiczom” egzemplarze jeszcze przed moim wyjazdem do Rzymu. Potem dzięki Fundacji CorAdCor odbyła się bardzo sprawna wysyłka do darczyńców, a następnie został uruchomiony sklep internetowy, na którym odbywa się już regularna sprzedaż „Buntu”.


A co przed nami?

Uff… aż nie chce się wierzyć, że to wszystko wydarzyło się w przeciągu zaledwie kilku miesięcy, a to, o czym wspomniałem, to i tak tylko kropla w morzu tego, co się działo.

Wspomnę jeszcze, że na przełomie grudnia i stycznia odbyły się dwa pierwsze spotkania autorskie: w moim rodzinnym Świeradowie-Zdroju (Stacja Kultury) oraz na terenie mojej pierwszej parafii w Olszynie (Gminny Ośrodek Kultury). Bardzo dziękuję organizatorom i wszystkim, którzy poświęcili swój czas, by posłuchać o „Buncie”. Nie rozwijam teraz tego tematu, ponieważ mam nadzieję, że wkrótce ukaże się filmowa relacja z tych spotkań, więc teraz tylko o nich zasygnalizuję.

Obecny czas poświęcam przede wszystkim na ukończenie doktoratu, ale obiecuję i bardzo się postaram publikować trochę częściej na blogu Storytellera, tym bardziej, że w szufladzie czeka jeszcze kilka starszych projektów, nie wspominając o tych, które mam już w głowie i są do zrealizowania w przyszłości. Zachęcam do śledzenia bloga i strony na Facebooku. Będę wdzięczny za reklamę książki wśród rodziny i znajomych, a osobom, które już przeczytały „Bunt”, za wystawienie oceny i/lub napisanie opinii na portalu lubimyczytac.pl.

Pozdrawiam i do napisania w następnym tygodniu! 🙂


Zachęcam do zakupu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.